W końcu dojechaliśmy na miejsce... Pociąg lekko zahamował, a ja w tym czasie włożyłam Furię do jej klatki. Powoli się wygrzebałam i wyszłam na peron. Uczniowie dosłownie wylewali się z wyjścia z pociągu. Ostatni wyszedł ten chłopak, którego widziałam wcześniej, był elegancko ubrany i miał niebieskie oczy. "Takie jak ja."-pomyślałam... Nagle nastała cisza, wszystkie oczy skierowały się na wysokiego i grubego mężczyznę, przedstawił się jako Hagrid. "na prawdę śmieszne imię jak na takiego wielkoluda." Zwrócił się do "pierwszoroczniaków" że zaprowadzi nas do Hogwartu. Byłam bardzo podekscytowana, pierwszy rok w szkolę dla czarodziejów! Szliśmy wielką gromadą za Hagridem i w końcu zauważyłam łódki, wchodzili do nich parami. Niechciałam z nikim siedzieć, dlatego ustawiłam się na koniec, ale na moje szczęście blondyn przyjaźnił się z dwoma chłopakami, niezbyt chudymi jak na swój wiek, kiedy przyszła ich pora, chłopaki usiedli razem, a mi zostało siedzieć z blondynem. Zerknął na mnie bokiem, prychnął i usadowił się w łódce, więc zrobiłam to samo. Całą drogę nic nie mówił, nagle zza mgły wyłonił się Hogwart, wyglądał jak wielkie zamczysko. Leżał na wzgórzu, i naliczyłam się mu kilkanaście wież, wyglądał imponująco. Zauważyłam błysk w oku chłopaka, chyba szkoła zrobiła na nim wrażenie, ale dalej siedział cicho i był wyprostowany. Jakaś siła ciągnęła mnie do niego, a nawet nie wiedziałam jak się nazywa. Powoli zbliżaliśmy się do brzegu.
Potem działy się sprawy organizacyjne, i wreszcie przydzielanie do domów. Można było się dostać do Slytherinu Gryffindoru Ravenclavu i Hufflepuff'u, moi rodzice należeli kiedyś do Slitherinu, dlatego miałam nadzieję że i ja się tam dostanę. Pani profesor Mcgonagall, nauczycielka transmutacji, czytała kolejno osoby z listy. W końcu zawołała Harryego Pottera, to ten dzieciak, który przeżył dzięki swoim rodzicom, jestem pewna że tylko moja mama postawiłaby się sami wiecie Komu. Denerwował mnie, dopiero wszedł do szkoły a tu wszyscy tylko nim się interesują... Doszedł do Gryffindoru, ale Tiara Przydziału miała z nim problem, to dziwne. Później dołączylido niego następny z Weasleyów, i ta Granger. Draco Malfoy! To tak on ma na imię! Doszedł do Slytherinu razem z tymi jego znajomymi.
-Rosalinda Brian!-zawołała profesorka. Zabolał mnie brzuch ze stresu... Nie ma się czego bać to tylko głupia czapka...
Nie zapomnijcie o zajrzeniu do innych zakładek na blogu, żeby poczytać o bohaterach i napisaniu mi pomocnych wskazówek :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz